Od Manuela CD Kasumi

Przeczesałem rozczochrane włosy, których liliowy odcień nie pozwolił niezauważonym przemierzyć kolejne alejki. Napędzany swą niezmierzoną zawziętością przebyłem nieludzkie odległości, mające jedynie przybliżyć mnie do osiągnięcia upragnionego celu.
Dwunasty...
Dzisiaj będziesz mój.
Sięgnąłem do jednej z licznych kieszeni płaszcza, by po chwili, pokrytą bliznami dłonią, wyjąć z niej sztywną tekturę, błyszczącą soczystym pąsem. Z pozoru najzwyklejsza na świecie, dla mnie znaczyła więcej, niż cokolwiek innego. 
Pod wpływem pewnego dotyku, karta rozbłysła ozdobnymi, choć niestarannie napisanymi literami, wieszczącymi mój Happy End, jednak czy w stu procentach pewny? 
Na mą twarz wstąpił zwycięski uśmiech, a widoczne w oczach iskry wyraźnie oznaczały, że nie cofnę się już przed niczym.
***
Zwolniłem, uważnie lustrując wzrokiem obskurny bar, znajdujący się po drugiej stronie ulicy. Jaskrawe neony z pewnością wyróżniały się na tle pozostałych, szarych budynków, choć w porównaniu z największymi perełkami Vegas, owy lokal wydawał się niemal niezauważalny.
Prychnąłem z wyraźnie wyczuwalną nutą pogardy, ukrywając swą tożsamość pod hebanowym kapturem. 
-Przede mną nie ma ucieczki, dwunasty.- z dezaprobatą pokręciłem głową, z każdą chwilą coraz bardziej przybliżając się do celu
 Woń tanich i drogich alkoholi mieszała się z intensywnym zapachem nikotyny, powodując, jakże irytujące, drapanie w nozdrzach, namawiające do szybkiej zmiany decyzji, jednak nawet narastający dyskomfort nie odciągnął mnie od głęboko skrytych pragnień, od słodkiej zemsty, na którą czekałem już zdecydowanie za długo. 
***
Skryty w jednym z zaciemnionych kątów uważnie obserwowałem mą dzisiejszą ofiarę. Rejestrowałem każdy krok, każdą kroplę spożytego trunku oraz każdą kobietę, której względy próbował zdobyć.  Odrażające i prymitywne, kompletnie niepasujące do opinii, jaką cieszył się owy jegomość.
Mężczyzna dorosły, najprawdopodobniej w okolicach czterdziestki, dysponujący niemałym majątkiem, który zwykł marnować we wszelkiego rodzaju barach, czy klubach ze striptizem.
Wzdrygnąłem się na samą myśl o relacjach, jakie niegdyś łączyły naszą dwójkę. Pomimo upływu czasu, wciąż czułem obrzydzenie na sam dźwięk jego imienia, a podsycany mściwym omenem zapragnąłem odwdzięczyć się za wszystko, czym w przyszłości mnie obdarował.
Zdeterminowany czekałem, tkwiąc w tym samym miejscu już którąś godzinę, chcąc wyczuć jak najlepszy moment. 
***
Nuda i bezczynność były jednymi z tych stanów, które denerwowały mnie najbardziej. Zmęczony ciągłym bezruchem postanowiłem samemu skorzystać z ludzkich przyjemności, a bar wydawał się niemal perfekcyjny, by zabić odpowiednią ilość czasu.
Przemierzyłem pomieszczenie, unikając cuchnących tytoniem i etanolem, którzy już dawno zaprzestali rejestrowania choćby najmniej istotnych wydarzeń.
Odsunąłem jeden z barowych stołków, a pisk, który towarzyszył całemu wydarzeniu, wyraźnie sprowadził na ziemię pewną czarnowłosą kobietę, której zmęczone spojrzenie dało mi jasno do zrozumienia, jak niezwykle nienawidziła owego miejsca.
-W czym mogę służyć?- odparła tonem przywodzącym na myśl odpowiednio zaprogramowanego robota, aniżeli faktycznego człowieka
-Macie whiskey, prawda?- uśmiechnąłem się szeroko, gdy nieznajoma twierdząco odpowiedziała na zadane pytanie- Kocham whiskey.
Nie odwzajemniła gestu, zajmując się mym zamówieniem, które nie przysporzyło zbyt wielu kłopotów. Szklane naczynie wypełnione złotawym trunkiem wkrótce pojawiło się na grafitowym blacie, by niedługo potem, kompletnie puste, wrócić na swe wcześniejsze miejsce.
-Duży tu ruch macie.- zagadnąłem wesoło, wyciągając z kieszeni plik kart, mających przepowiedzieć cały dzisiejszy wieczór
W odpowiedzi dostałem jedynie stłumione mruknięcie, a ciemnowłosa, pogrążona w czymś na wzór świadomego snu spoczęła na swym wcześniejszym miejscu. 
Wzruszyłem ramionami, rezygnując z dalszych prób podjęcia jakiejkolwiek rozmowy. Zamiast tego przetasowałem talię, przygotowując się do, niby niewinnej, gry w pasjansa. Ubolewałem nad brakiem partnera, z którym mógłbym stoczyć karciany pojedynek, jednak ciemnowłosa, będąca jedyną trzeźwą istotą, wyraźnie nie chciała mego towarzystwa.
Oparłem policzek o jedną z dłoni, drugą przekładając kolejne tektury. Zatrzymałem się, gdy jedna z nich rozbłysła kursywą, a widniejący na niej napis wprawił mnie w niemałe zdumienie.
Kula z pistoletu przebiła serce.
Dzisiaj, godzina 4:00
DEAD END
 Z lekkim przerażeniem spojrzałem w kierunku cyfrowego zegara, stojącego na jednej z barowych półek. Wskazywał równe czterdzieści po trzeciej. Wytężyłem wszystkie zmysły, szykując się na ewentualny atak, który mógł nastąpić w każdej chwili. Schowałem karty do sprytnie ukrytej kieszeni płaszcza, pozostawiając na stole jedną, dokładniej damę trefl, dzięki której mogłem uważnie śledzić swe najbliższe losy. Bawiłem się nią, nie chcąc wzbudzać jakichkolwiek podejrzeń, jednak narastające zdenerwowanie nie pozwalało skupić myśli. Kto i dlaczego, zamierza za niecałe dwadzieścia minut wpakować mi kulkę między żebra? Jakim cudem ktokolwiek dowiedział się o mym uczestnictwie w grze, a tym bardziej o aktualnym miejscu pobytu. 
Mężczyzna w kapeluszu wszczyna bójkę.
Zostajesz raniony przez nadlatującą z lewej szklankę.
Pokierowany przez pamiętnik niemal od razu uchyliłem się od ciosu, który, jak przepowiedziano, nadleciał zaledwie kilka sekund później. Przekląłem pod nosem, wstając z barowego stołka, na którym spędziłem ostatnie czterdzieści minut. 
Kolejna szklanka poszybowała w powietrze, tym razem zmierzając prosto w stronę czarnowłosej, która, ku memu zaskoczeniu, również zdążyła uniknąć bolesnego ciosu.
-Nieźle.- mruknąłem, nie mając pewności, czy w ogóle mnie usłyszała
Zmierzyłem wzrokiem przebywających w lokalu ludzi, a widok, tak dobrze mi znanego, czarnego symbolu oznaczał, że Ostrza już przybyły. 
-Cholera.- warknąłem, zmierzając w kierunku tylnego wyjścia
Niezauważony opuściłem budynek, choć liczne trudności skutecznie mnie opóźniały.
Biegłem, kierując się prosto do lasu, w którym szanse na ukrycie się znacznie rosły, dając szczególne pole do popisu. 
Przyspieszyłem, niemal nie nadążając z wymijaniem okolicznych drzew, jednak stukot butów, wyraźnie rozbrzmiewający za moimi plecami dał mi jasno do zrozumienia, że uznali mnie za podejrzanego.
Szczelniej okryłem się płaszczem, upewniając się, że kaptur nie spadnie przy najbliższym zakręcie. Wolałem być pewien, że nie poznają mej tożsamości, ani teraz, ani nigdy.
***
Sam nie wiem ile dokładnie trwała cała ta gonitwa, jednak zmęczone wysiłkiem fizycznym mięśnie wyraźnie dawały się we znaki. Szukając schronienia zbliżyłem się do jednej z ziemskich szczelin, a widok, który tam ujrzałem wyraźnie mnie zaskoczył. Czarnowłosa barmanka, która jeszcze niedawno podawała mi whiskey, aktualnie sama uciekała, niczym rasowy przestępca.
-No proszę, czyżbyś miała coś do ukrycia?- zagadnąłem, nachylając się nad jej drobną posturą
-Mogłabym zapytać o to samo.- westchnęła, odsuwając się na bezpieczną odległość
-Byłem pierwszy.- zaczepnie wystawiłem język, jednak ponaglający wzrok kobiety oznaczał, że nie zamierzała nic mi zdradzić- No dobra, dobra...uciekłem, bo zrobiło się gorąco..oto cała tajemnica.- wzruszyłem ramionami, siląc się na uśmiech
-Zrobiłam to samo.- odpowiedziała dokładnie tym samym, odwracając wzrok
Trwaliśmy tak w niezręcznej ciszy, przerwanej nagle przez stukot ciężkich butów, niezwiastujących nic dobrego. Już miałem zamiar się stąd zmyć, uważając szczelinę za zbyt odsłonięte miejsce, jednak w porę przypomniałem sobie o ciemnowłosej, którą najprawdopodobniej również uznano za podejrzaną.
-Zostajesz czy może wolisz przeżyć?- zapytałem, odgarniając z czoła pęk liliowych kosmyków- Nie patrz tak na mnie, uciekałaś przed nimi, jesteś teraz tak samo winna, jak wszyscy użytkownicy pamiętnika.- próbowałem przytoczyć jakiekolwiek porównanie, mające przekonać ją o tym, że to ja miałem rację- To jak? Idziesz ze mną?
Sam nie rozumiem dlaczego to powiedziałem, skoro ludzie byli czymś, czego pozbywałem się niezwykle chętnie, z ogromną wręcz przyjemnością. Może obawiałem się, że mnie wyda? Że wskaże im kierunek, w którym uciekłem?
Nie miałem pojęcia, jednak nie było już odwrotu.

Kasumi?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© Agata | WioskaSzablonów | x.